Style zarządzania: który wybrać, gdy zespół nie chce Cię słuchać

5 min czytania
Style zarządzania: który wybrać, gdy zespół nie chce Cię słuchać

Style zarządzania dzieli się na autokratyczny, demokratyczny i liberalny, a model Blancharda dokłada cztery style dopasowane do dojrzałości pracownika. Sam wybór stylu rozstrzyga jednak połowę sprawy. Druga połowa to granica: co podlega dyskusji, a co jest Twoją decyzją. Bez niej każdy styl zamienia się w negocjacje.

Trzy klasyczne style zarządzania i jeden problem z testami

Wpisz w Google „style zarządzania”, a dostaniesz wszędzie ten sam zestaw. Autokratyczny: szef decyduje sam, szybko, kosztem zaangażowania. Demokratyczny: decydujemy wspólnie, wolniej, za to ludzie kupują temat. Liberalny: ludzie robią po swojemu, świetnie przy dojrzałym zespole, fatalnie przy niedojrzałym.

To jest poprawne. I prawie bezużyteczne w poniedziałek rano.

Bezużyteczne dlatego, że zaraz obok pojawia się propozycja testu, który powie Ci, jakim jesteś szefem. I tu zaczyna się kłopot. Test sugeruje, że styl to cecha charakteru, coś, co masz albo czego nie masz. Wtedy menedżer dowiaduje się, że jest „demokratyczny”, i traktuje to jak diagnozę, a nie jak wybór.

Styl to nie osobowość. To decyzja podejmowana na konkretną sytuację, do konkretnego człowieka, w konkretnym tygodniu.

Cztery style zarządzania Blancharda, czyli styl dobierany do człowieka

Model Herseya i Blancharda mówi rzecz prostą. Nie dobierasz stylu do siebie, tylko do poziomu gotowości człowieka, któremu przekazujesz zadanie.

Wygląda to tak:

  • Dyrektywny. Pracownik nie umie i nie ma jeszcze rutyny. Mówisz dokładnie co, jak i do kiedy. Dużo instrukcji, mało dyskusji.
  • Trenerski. Już coś umie, ale wiara w siebie skacze. Nadal pokazujesz drogę, tylko zaczynasz pytać o zdanie i tłumaczyć powody.
  • Wspierający. Umie, lecz się waha. Mniej instrukcji, więcej rozmowy. Decyzję zostawiasz jemu, jesteś obok na wypadek pytania.
  • Delegujący. Umie i chce. Oddajesz zadanie razem z odpowiedzialnością, umawiasz się na rezultat i termin, po czym schodzisz z drogi.

Nic lepszego i bardziej skutecznego do tej pory nie wymyślono, a używam tego modelu na szkoleniach od kilkunastu lat i widziałem, jak w ciągu jednego kwartału porządkuje pracę zespołu, w którym wcześniej wszyscy dostawali to samo: instrukcję albo nic. Serio.

Tylko ten model odpowiada na jedno pytanie: jak prowadzić człowieka, który chce być prowadzony. A biuletyn, od którego zacząłem, dotyczył czegoś zupełnie innego.

Czego model nie mówi: co zrobić, gdy zespół nie przyjmuje stylu

Wchodzisz do zespołu jako nowy menedżer. Masz stanowisko, cele i odpowiedzialność. Formalnie wszystko jasne.

Tylko zespół ma własne zasady. Są nieformalni liderzy, stare układy, ludzie, których „lepiej nie ruszać”, i decyzje, które podobno zawsze podejmowało się inaczej. Formalnie zarządzasz zespołem. Realnie zespół zaczyna zarządzać Tobą.

Sprawdź, co radzi dziś sztuczna inteligencja, bo połowa Twoich ludzi już ją o to zapytała. Rada brzmi: nie walcz z nieformalnym liderem, zrób z niego sojusznika, daj mu formalną odpowiedzialność, mianuj liderem merytorycznym. Wyznaczanie granic pojawia się jako krok piąty, z dopiskiem „jeśli to konieczne”.

Odwróć tę kolejność.

Granica nie jest krokiem piątym. Jest warunkiem, żeby cztery poprzednie w ogóle miały sens. Zanim dobierzesz styl, musisz wiedzieć, co podlega dyskusji, a co jest Twoją decyzją. Inaczej dyrektywny zamieni się w awanturę, a delegujący w oddanie pola.

Zwróć uwagę, co dokładnie proponuje ta rada. Awans nieformalnego lidera bez zmiany zasad nie porządkuje niczego. Zamienia tylko wpływ nieformalny na formalny i kupuje spokój na kwartał. Za kwartał ta sama osoba ma już tytuł, do którego może się odwołać.

Nie twierdzę, że rozmowa w cztery oczy jest błędem. Jest pierwszym krokiem i biuletyn mówi o niej wprost. Twierdzę tylko, że rozmowa bez ustalonej granicy jest sondowaniem, a nie zarządzaniem.

Przejęcie z troski

Wyobraź sobie rozmowę, którą prowadzi nowy kierownik ze swoim przełożonym.

Kierownik: „Ustaliłem z zespołem nowy sposób raportowania. Trzy osoby go zignorowały”.

Przełożony: „Wiesz, oni tu są od dziesięciu lat. Znają rynek i klientów”.

Kierownik: „Rozumiem, ale ustaliliśmy zasadę”.

Przełożony: „Taki już jest ten zespół. Nie mamy odpowiednich ludzi na rynku. Odpuść na razie”.

Kierownik odpuszcza. I w tym momencie przestaje być kierownikiem.

Przejęcie z troski to sytuacja, w której przełożony cofa wymaganie albo decyzję, bo boi się, że dobry człowiek odejdzie. Zawsze ma dobre intencje. I zawsze kosztuje to samo: zespół uczy się, ile trzeba naciskać, żeby zasada zniknęła.

Skutek jest natychmiastowy i trwały. Każda kolejna decyzja staje się negocjacją. Ludzie nie sprawdzają już, czy decyzja jest dobra, tylko jak długo trzeba protestować. To jest iluzja decyzyjności: decyzje formalnie zapadają, realnie nie obowiązują.

Byłem kiedyś wyrywny. Wszedłem do zespołu i chciałem od razu pokazać, kto tu rządzi. Naprawę relacji zajęło mi sześć miesięcy. Druga skrajność kosztuje tyle samo, tylko rachunek przychodzi później.

Jak ustawić granicę w tym tygodniu

Nie zaczynaj od spotkania z zespołem. Zacznij od kartki i piętnastu minut.

Wypisz z pamięci pięć decyzji, które podjąłeś albo podejmiesz w tym miesiącu. Konkretnych, nie kategorii. Przy każdej postaw jedną z trzech liter:

  1. D jak dyskusja. Zbierasz opinie, decyzja i tak jest Twoja. Mówisz to wprost, zanim zaczniesz zbierać.
  2. W jak wspólnie. Zespół decyduje, Ty się podporządkujesz wynikowi. Jeśli nie zamierzasz się podporządkować, to nie jest W.
  3. M jak moja. Informujesz i uzasadniasz. Nie zbierasz głosów, bo nie zamierzasz ich policzyć.

Trzy litery. Pięć decyzji.

Najtrudniejsze jest to, co zobaczysz po wypełnieniu. Większość menedżerów odkrywa, że opisała jako W coś, co realnie było M, tylko w opakowaniu z konsultacji. Zespół to widzi szybciej niż Ty i nazywa to po swojemu. Argumentuj, nie negocjuj. To dwie różne czynności i ludzie doskonale je rozróżniają.

Potem zrób jedną rzecz, która nic nie kosztuje. Powiedz na najbliższym spotkaniu, przy jednej konkretnej sprawie: „W tej sprawie zbieram opinie, decyzję podejmuję ja”. Zdanie na osiem słów. Zamyka więcej sporów niż trzy warsztaty integracyjne.

ZAPAMIĘTAJ

Autorytet nie bierze się ze stanowiska ani z dobrze dobranego stylu. Bierze się z tego, że Twoje decyzje są przewidywalne i że po nich coś się dzieje.

Odpowiedz sobie szczerze:

  • Czy moi ludzie wiedzą, które sprawy w mojej firmie podlegają dyskusji, a które nie?
  • Czy w ostatnim kwartale cofnąłem jakąś decyzję dlatego, że ktoś naciskał wystarczająco długo?
  • Czy potrafię wskazać, ile razy wyciągnąłem konsekwencje wobec osoby, którą trudno byłoby zastąpić?

Ten tekst dobiera styl i stawia granicę. Nie daje całej reszty: karty odpowiedzialności decyzyjnej, trzech poziomów samodzielności, zasady dwóch kroków ani czteroetapowej rozmowy naprawczej, którą prowadzi się z kimś, kto zasadę zignorował. To siedzi w Tomie 7: Delegowanie, które wreszcie działa, a szersza ścieżka w kolekcji Ludzie i kultura.

Najczęstsze pytania

Jakie są 3 style zarządzania?
Trzy klasyczne style to autokratyczny, demokratyczny i liberalny. W autokratycznym szef decyduje sam i ściśle kontroluje pracę. W demokratycznym zespół współdecyduje, co wydłuża drogę do decyzji. W liberalnym ludzie mają pełną swobodę, co działa tylko przy dojrzałym zespole. Żaden nie jest lepszy od pozostałych. Każdy pasuje do innej sytuacji.
Jakie są 4 style zarządzania Blancharda?
Cztery style z modelu Herseya i Blancharda to dyrektywny, trenerski, wspierający i delegujący. Dyrektywny stosujesz wobec osoby, która dopiero się uczy. Trenerski wtedy, gdy umiejętności rosną, a pewność siebie skacze. Wspierający, gdy człowiek już umie, ale się waha. Delegujący, gdy umie i chce. Styl dobierasz do człowieka, nie do siebie.
Jakie są 4 style kierowania?
Zwykle chodzi o cztery style z modelu przywództwa sytuacyjnego: dyrektywny, trenerski, wspierający i delegujący. Różnią się dwiema rzeczami: ile dajesz instrukcji i ile dajesz wsparcia. Przy nowej osobie dużo instrukcji i mało wsparcia. Przy samodzielnym ekspercie mało jednego i drugiego. Reszta to warianty pośrednie.
Na czym polega zarządzanie sytuacyjne Blancharda?
Zarządzanie sytuacyjne polega na zmianie stylu w zależności od gotowości konkretnej osoby do konkretnego zadania. Ta sama osoba może potrzebować instrukcji przy nowym temacie i pełnej swobody przy temacie, który zna od lat. Dlatego stylu nie wybiera się raz na zawsze ani raz dla całego zespołu.
Jakie są etapy rozwoju pracownika według Blancharda?
Model opisuje cztery poziomy gotowości. Pierwszy: chce, ale jeszcze nie umie. Drugi: uczy się i traci zapał, bo trafia na pierwsze trudności. Trzeci: już umie, ale nie ufa sobie do końca. Czwarty: umie i chce, działa samodzielnie. Do każdego poziomu przypisany jest inny styl kierowania.

Czytaj dalej

Powrót do blogu